LANGUAGE=3L

Czasem ktoś zagadnie o skuteczną naukę języków obcych. Nie sądzę, żeby istniała jedna i taka  sama dla wszystkich. Ekstrawertycy i nie perfekcjoniści, a najlepiej jeszcze sangwinicy nie będą raczej mieli trudności z przełamaniem bariery strachu przed mówieniem. Pomogą sobie językiem ciała, opowiedzą na około.  Na przestrzeni wielu lat przyglądania się różnym potrzebom osób uczących się języka, wyłowiłam trzy myśli wdzięcznie zaczynające się podobnie jak język – LANGUAGE na literę L. I tak:

LESS is MORE

LIFE LONG LEARNERS

LEARN and FAIL

1) Less is more  Czasem bardziej realnie postawiony cel, w naszym zasięgu – może nas przybliżyć do tego, do czego niczym Syzyf zdążamy latami. Niektórych do przełamania się w mówieniu i do porozmawiania po raz pierwszy w samolocie ze stewardessą – nie przejmując się błędami, innych do skończenia  książki po angielsku, artykułu, czy wysłuchania TEDa bez tłumaczenia. Cel postawiony za wysoko, może stopować (jak dogodzić człowiekowi J – za nisko, też niedobrze…)

2) Life long learners Uczymy się całe życie. Ważne, żeby dać sobie pozwolenie na to, że native speakerami się nie staniemy. Zjadajmy słonia po kawałku, kolejna książka  przeczytana po angielsku, kolejny film oglądnięty bez lektora, a z napisami też po angielsku itp., ale nie linczujmy się, że perfekcji nie osiągamy, że popełniamy nadal błędy. Świętujmy małe osiągnięcia, zamykajmy kolejne etapy nauki, pozwalając sobie na to, że przez całe życie będziemy wzbogacać język.

3) Learn and fail Błędy i porażki uczą może i więcej aniżeli najlepszy nauczyciel. Owszem, ważne, żeby wyciągać wnioski i rzeczywiście uczyć się na tych błędach. Nie bojąc się błędu – wchodzimy w naturalny, ludzki rytm kroku do przodu, a nieraz dwóch kroków do tyłu. Z tym, że te dwa kroki do tyłu mogą czasem pokazać, że np. czeka na nas ciekawy skrót. A może nim być w przypadku nauki języka obcego – zadanie sobie pytania, czy umiem się uczyć. Czy np. pamiętam o moim mózgu – że potrzebuje wyzwań, zaciekawienia, żeby przyswoić coś nowego, czy go zanudzam i biedak się wyłącza?

Na pierwszy rzut oka bądź na pierwsze nadstawienie ucha, widać i słychać, że zszyte są ze sobą w tych „trzech el” skrajne przeciwności. Jesteśmy life long learners – ale zarazem jako, że less is more 🙂 – dla niektórych uczących się języka zbawiennym może być powiedzenie sobie, że to co umiem jest JUŻ  wystarczającą ilością słów, żeby MÓWIĆ. To, co umiem, to, co wydobywam z pamięci – pozwala mi używać języka i komunikować się z drugim człowiekiem. I o to chodzi. Nierealne cele postawione – mogą stopować, a dobrze określone cele – pomagają z kolei nie osiąść na laurach. Na pewnym etapie – bez czytania książek, artykułów, oglądania w oryginale filmów, słuchania podcastów, bez rozmawiania – stoimy w miejscu lub cofamy się.  Nieraz warto – np. poza posłuchaniem TEDa, wyłowić z niego nowe słowa , w kontekście – a wiadomo, że na każdym w sumie etapie – kolokacja, kontekst używania słów jest kluczowy.  

A to wszystko zepnijmy myślą, żeby wybaczać sobie i pozwalać na błędy. Mówić – na danym etapie nauki – tak, jak potrafimy.

POWODZENIA!

Top